Relacje Między Religiami w Cieniu Kryzysu Ekologicznego

Relacje między religiami w cieniu kryzysu ekologicznego

prof. Seyyed Hossein Nasr

 
 

بسم الله الرحمن الرحيم

 

Kiedy zostałem zaproszony do Oxfordu aby wygłosić wykład w ramach nowego i bardzo ważnego Międzynarodowego Centrum Dialogu Religijnego, przyjąłem to zaproszenie z przyjemnością, gdyż przez większą część swego życia pracowałem pokornie na rzecz lepszego zrozumienia pomiędzy religiami. Z tego powodu wybrałem na dzisiaj temat, który łączy w sobie owo założenie o jakim mówiłem już w Oxfordzie niejednokrotnie, z kwestią która według mojej opinii jest zasadnicza dla wszystkich zagadnień przed jakimi stoimy obecnie i z jakimi skonfrontuje nas przyszłość. Chodzi mianowicie o nasze środowisko.

Na początku pozwolę sobie kategorycznie stwierdzić, iż tego wyzwania nie sposób uniknąć przez odkładanie tematu na później. Nie ma większej katastrofy niż brak politycznej woli narodów, lewicowych czy prawicowych, demokracji czy dyktatur, republik czy monarchii, jak również jednostek, aby stawić czoła tej kwestii. W żadnym punkcie spektrum politycznych instytucji całego świata nie widać woli zajęcia się problemami, które są absolutnie rozstrzygające i nie cierpiące zwłoki. Dokładnie w tym właśnie punkcie wkroczyć powinna religia ze swoim nadanym przez Boga uchwyceniem prawdy, intuicyjną siłą jaka zawiera w sobie analizę wydarzeń, ale nie ogranicza się tylko do niej.

W roku 1966 wygłosiłem serię wykładów przepowiadających kryzys ekologiczny; zostały one później wydane w książce „Człowiek i natura”. Moja teza głosiła, iż kryzys ekologiczny nie jest jedynie rezultatem złego zarządzania czy planowania, lecz jest w rzeczywistości kryzysem duchowym i religijnym. Nie zniknie on poprzez debatę jaką zapewne czytaliście dzisiaj w London Times – czy potrzebujemy więcej autostrad czy mniej autostrad. Takie debaty dotykają jedynie symptomów czegoś znacznie głębszego. W owym czasie moja teza została ostro zaatakowana przez pewnych teologów chrześcijańskich oraz pisarzy religijnych w Anglii, z których niektórzy sami pisali poważne prace na temat nauki i religii. Myślę, że były dwa tego powody: po pierwsze, mogli oni pomyśleć „Kimże jest ten zarozumiały młody człowiek z Bliskiego Wschodu, że pyta o takie rzeczy?”. Po drugie, „Dlaczego mamy obarczać odpowiedzialnością religię?”. Ja nie obwiniałem religii, jednakże byli w owym czasie ludzie, którzy to robili; tacy jak Lynn White i Arnold Toynbee, słynny brytyjski historyk, który zrzucił bezpośrednio na chrześcijaństwo winę za to, że odrzuciło panteizm w następstwie czego nastąpiła desakralizacja natury i wreszcie fatalny stan środowiska. I chociaż nie zgodziłem się z ich poglądami to podzielam ich pogląd o znaczeniu roli religii w kryzysie ekologicznym, niezależnie od tego jak różnie postrzegamy owa rolę.

Ostatnie trzydzieści lat pokazało tym osobom na zachodzie, które najbardziej przejmują się religijnym wymiarem ludzkiego życia, jak znacząca jest ich misja w tym kryzysie. Ukazują się niezliczone prace chrześcijańskich i żydowskich teologów, w szczególności w Stanach Zjednoczonych, dotykające tematu nazywanego czasami ekoteologią, duchowością stworzenia, teologią ziemi czy innymi terminami przypisanymi w ostatnim czasie tej tematyce. Jednakże, mało uwagi poświęcono roli dialogu międzyreligijnego i wspólnych starań w obliczu kryzysu ekologicznego. Z tego co mi wiadomo, nikt do tej pory nie zajął się tą kwestią na poważnym poziomie teologicznym i filozoficznym, chociaż jest to temat skrajnie poważny. Dlaczego? Po pierwsze, ponieważ większość ludów na tym globie wciąż żyje w religijnie zorientowanym świecie. Dotyczy to także miliarda Chińczyków. Nikogo nie powinien zmylić fakt, iż jest to kraj rządzony otwarcie przez marksistów. Ich podejście do gór czy drzew na przykład wciąż tkwi w realiach czysto konfucjańskich. Widzieliśmy co stało się po śmierci byłego prezydenta Północnej Korei, najbardziej marksistowskiego państwa w Azji – ludzie udali się na świętą górę aby się za niego modlić. Stosunek do natury w większej części świata wciąż jest zdominowany przez religię. W świecie zachodnim nieduża mniejszość, tak zwana inteligencja, wraz z pewną liczbą osób zamieszkujących obszary miejskie, odseparowała się całkowicie od religijnego pojmowania natury. Owa grupa generalizuje teraz swój stosunek dla całego globu, tak jakby mieszkaniec Afryki, Azji czy Ameryki Południowej, czy nawet wielu mniej zsekularyzowanych mieszkańców zachodu miało taki sam filozoficzny i duchowy stosunek do natury jak cyniczny student filozofii bądź psychologii na zachodnim uniwersytecie czy inżynier w fabryce, dla których ziemia jest niczym więcej jak wielką maszyną podlegającą analizie i manipulacji.

Religijny wymiar kryzysu ekologicznego jest zbyt poważny by go pominąć, szczególnie że jest to kryzys globalny. Nie będę tu szczegółowo zajmował się czynnikami, które go spowodowały; chociaż wierzę, że jest on rezultatem stworzenia konkretnej nauki opartej o redukcję natury do czysto materialnego obiektu. Nauka ta znalazła później zastosowanie w technologii wymierzonej w uzyskanie władzy i dominacji nad naturą, której towarzyszył zanik sakralnego postrzegania środowiska. W dniu dzisiejszym kryzys nie ogranicza się już tylko do zachodu, chociaż wiemy że każde dziecko rodzące się w tak zwanych rozwiniętych społeczeństwach przemysłowych zużyje od piętnastu do trzydziestu razy więcej zasobów naturalnych niż dziecko urodzone gdziekolwiek indziej. Destrukcja planety jest jednak wspólnym problemem wszystkich, od Muzułmanów, Hindusów i Buddystów do wyznawców dawnych religii Wysp Polinezyjskich i Afryki; od Chrześcijan, Protestantów i Katolików do agnostyków i ateistów. Jest to jedna z niewielu rzeczy jednoczących cały świat. Różnica leży jednak w tym, że wyznawcy większości religii wciąż posiadają duchowy stosunek do środowiska, mimo że przysłoniony obecnie przez inne czynniki, podczas gdy ludzie zsekularyzowani posiadają zsekularyzowany stosunek, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za gwałt na naturze jakiego dokonuje dzisiaj nowoczesna technologia.

W każdym razie, wielkim paradoksem jest to, że kłócimy się dosłownie o wszystko, a jednak zgadzamy się co do tego jak mamy skutecznie niszczyć planetę, na której mieszkamy. Rozsądne głosy należą do bardzo małej liczby ludzi i zwykle są odbierane jako przejaw krzykliwego oszołomstwa, a wszelkie podejmowane akcje są zaledwie kosmetyczne. Dochodzimy więc do paradoksu zawartego w fakcie, iż problem będący kwestią zapalną dla nas wszystkich, jest problemem który dzielimy ze sobą ale go nie rozwiązujemy. Zamiast tego akcentujemy go tylko każdego dnia, odkładając go aż nadejdzie punkt, w którym rozwiązanie go nie będzie już możliwe.

W tej właśnie sytuacji religie świata, z których żadna nie chce zostać w tyle za inną, coraz częściej podają ręce sobie jak i siłom świeckim i wspólnie wygłaszają oświadczenia o fatalnym stanie środowiska. Mieliśmy już Deklarację z Asyżu, nazwaną pośrednio za Franciszkiem z Asyżu, najbardziej znanym chrześcijańskim świętym, który często mówił o wadze natury. Podczas tej konferencji reprezentanci różnych religii wydali etyczną deklarację o ochronie ziemi; deklarację, która nie uczyniła praktycznie nic co zmieniłoby poglądy Banku Światowego, handlujących bronią krajów czy fabryk zatruwających nasze środowisko. Deklaracja ta sprawiła jedynie, że przez krótką chwilę ludzie poczuli się lepiej. Musimy rozważyć dlaczego tak jest a także dlaczego spotykamy się w tej kwestii z taką apatią. Nie jest to pytanie abstrakcyjne typu: czy to Homer napisał Iliadę? Jest to raczej problem, który narósł bardzo gwałtownie i coraz mniej czasu zostaje nam na poważne przedyskutowanie go.

Interesujące jest, iż z wyjątkiem niektórych pierwotnych religii takich jak wierzenia Indian Północnoamerykańskich czy Australijskich Aborygenów, obserwujemy na przestrzeni ostatnich dekad w stanowisku wielu wyznawców niezachodnich religii wyraźny zwrot – stają się bardziej nieczuli na problemy środowiska niż kiedykolwiek wcześniej. Podążają za wezwaniem do gwałtownej industrializacji ponieważ nie chcą zostać w tyle za innymi. Jestem Muzułmaninem i wypowiadam się jako Muzułmanin. Jak wielu ludzi w świecie islamskim interesowało się ostatnimi czasy religijnym znaczeniem środowiska naturalnego? Tych, którzy zajęli w tej sprawie poważne stanowisko możemy policzyć na palcach obu rąk. Właściwie to przez dość długi czas ja byłem jedynym Muzułmaninem, który otwarcie o tym mówił. To samo odnosi się do Hindusów w Indiach, Buddystów w Birmie czy w Japonii, która charakteryzuje się jednymi z najgorszych statystyk ekologicznych na świecie. Nie-chrześcijańskie religie, które do tej pory zachowywały swoje własne spojrzenie na naturę o wiele lepiej niż Chrześcijaństwo, zapadły w letarg i pozostają w nim aż do dnia dzisiejszego, nie czyniąc większych kroków w kierunku powiększenia świadomości relacji pomiędzy religiami a kryzysem środowiska.

W ubiegłym stuleciu wszelkie dyskusje międzyreligijne zajmowały się dwoma głównymi zagadnieniami: po pierwsze, rozumieniem Boskości, która jest oczywiście podstawą każdej religii; a po drugie, naturą ludzkości, życiem człowieka, zbawieniem, społeczeństwem, etyką, itd. Trzecia główna rzeczywistość ludzkiego istnienia, a mianowicie wszechświat bądź natura, rzadko były brane pod uwagę w kontekście międzyreligijnym. Wszyscy uczeni zajmujący się religioznawstwem porównawczym; od historyków do fenomenologów; od tych, którzy rozumieli religię czysto psychologicznie jak William James do wielkich znawców metafizyki i kosmologii – wszyscy przykładali swoja uwagę przede wszystkim do kwestii natury Boskości oraz ludzkiej rzeczywistości. Skupiali swoje dyskusje z jednej strony na zagadnieniu Ostatecznej Rzeczywistości określającej człowieka i świat natury razem bądź też na zagadnieniu samego człowieka – antropos z drugiej strony. O tym jak powinno się spojrzeć na znaczenie natury i jej relacji z człowiekiem powiedziano niewiele.

Jestem prawie pewien, że jeśli nie popełnimy samobójstwa przez to co robimy środowisku naturalnemu i będziemy jeszcze trochę żyć na tej planecie, ten temat będzie stawać się coraz ważniejszy. Tak samo jak wielcy badacze religii rozwinęli metafizykę tej rzeczywistości, która określamy mianem nieba czy też duchowego bieguna rzeczywistości, tak teraz musimy rozwinąć i poszerzyć tę naukę dla ziemi. Niestety narosło w tej dziedzinie wiele wypaczeń. Interesujące jest na przykład, że wielu ludzi podejmujących na zachodzie temat ziemi w uniwersalnym, religijnym kontekście, kończy w jakiejś sekcie lub jest marginalizowanych a nawet wydalanych ze swych macierzystych kościołów. Wielu z nich nie jest branych na poważnie przez główny nurt zachodniej myśli judeochrześcijańskiej. Badania nad naturą w kontekście teologicznym i duchowym muszą więc być przeprowadzane w taki sposób aby nie dopuścić do takiej marginalizacji ani tendencji do heterodoksji czy odchodzenia od tradycyjnej ortodoksji.

Pozwolę teraz sobie zwrócić się ku różnym religiom. Musimy najpierw zadać sobie pytanie czy rzeczywiście możliwy jest wspólny ton różnych religii w tej sprawie. Są ludzie tacy jak ja, którzy wierzą w istnienie wspólnego tonu na najważniejszym polu, a mianowicie na polu Boskości czy też Ostatecznej Rzeczywistości. Wielokrotnie powtarzałem, że doktryna Jedności, będąca również podstawą Islamu, sama w sobie jest jedyna (al-tauhid wahid). Nie tylko istnieje jedna Ostateczna Rzeczywistość, ale również doktryna traktująca o tej Rzeczywistości jest ostatecznie jedna. Nie jest więc możliwe aby ktoś dostrzegał religijną prawdę sięgającą najwyższego poziomu wiedzy metafizycznej w wielości zamiast jedności. Idea, iż nie istnieje uniwersalna Prawda objawiona we wszystkich autentycznych religiach jest absurdem a jej akceptacja doprowadziłaby do potwornego wizerunku Boga, Źródła wszelkiej rzeczywistości. Dyskusja na temat tej idei została już wiele razy przeprowadzona więc nie będziemy się nią tutaj zajmować.

Zadajmy sobie teraz pytanie czy jest także możliwe w świetle wewnętrznej „transcendentnej jedności religii” by użyć słów Schuona, rozwinięcie harmonijnej doktryny kosmosu, świata natury, środowiska, od której mogłyby wyjść religie zamiast wymieniać dyplomatyczne grzeczności bez żadnego praktycznego efektu. Należy też oczywiście skupić się na żyjących religiach, ponieważ to wyznawcy tych religii niszczą teraz ziemię ignorując religijne postrzeganie natury. Podczas gdy wymarłe religie takie jak egipska czy grecka są bardzo ważne z historycznego punktu widzenia z powodu ich wkładu w teologię chrześcijańską, nie posiadają już one wyznawców i muszą w tej dyskusji pozostać na boku. Zajmiemy się więc religiami, które mają szerokie grona wyznawców wywierających największy wpływ na środowisko naturalne.

Owe różne religie prezentują w przybliżeniu cztery główne kategorie perspektywy stworzenia i środowiska naturalnego. Po pierwsze, religie pierwotne, które aż do niedawna były zaniedbywane i patrzono na nie jak na pozostałości poglądów prymitywnych, które szybko znikną wyparte już dawno przez „wyższe” religie. Takie postrzeganie zakorzenione w dziewiętnastowiecznej myśli ewolucyjnej jest odbiciem tego w jaki sposób traktowano pierwotne ludy aż do ostatnich dziesięcioleci, kiedy to sytuacja ta zaczęła ulegać znacznej poprawie. Wciąż żyje około trzystu milionów ludzi wyznających taką czy inną formę pierwotnych religii. Niektóre z nich są już w stanie rozkładu i z tego powodu ich wyznawcy rozpoczęli poszukiwanie innych ścieżek ku Bogu. Można powiedzieć, że łaska i dobrobyt znikły z ich świata i dlatego właśnie mamy do czynienia z tak wielką ilością nawróceń zarówno na Islam jak i na Chrześcijaństwo w wielu częściach świata, przede wszystkim w Afryce. Inne z tych religii wciąż zachowują jednak żywą formę i kultywują pogląd na naturę, który sprowokował do dyskusji wielu teologów żydowskich i chrześcijańskich, jak również tzw. ekofilozofów, którzy właśnie pojawiają się na scenie. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że nie na miejscu jest uproszczenie, iż są to religie animistyczne – termin ten bowiem nie oznacza nic jeżeli go poważnie przeanalizować w odniesieniu do owych religii. Ich wyznawcy wierzą, że świat jest żywy, że przenika go dusza. Św. Augustyn także wierzył, że świat jest żywy i nie czyni to z niego animisty. Takie pejoratywne uproszczenia nie pomagają w głębszym zrozumieniu czegokolwiek. Pierwotne ludy wierzą, że fenomeny natury są nie tylko symbolami wyższych rzeczywistości, z czym zgodziłby się również muzułmański czy chrześcijański mistyk; ale także iż owe symbole są „identyfikowane” z wyższymi rzeczywistościami w zasadniczy sposób, a mianowicie symbol i to co jest symbolizowane są ze sobą powiązane pewnym konkretnym wzorem. Nie oddzielają oni racjonalnie obiektu od jego archetypu bądź idei jaką obiekt reprezentuje i dlatego też postrzegają naturę jako świętą. Ten pogląd ma oczywiście bardzo poważne konsekwencje. Jest on podstawą ich roli jako obrońców natury ponieważ natura jest ich sanktuarium a destrukcja ich naturalnego środowiska pociąga za sobą destrukcję ich religii.

W tej chwili żyję w Ameryce, w miejscu, w którym człowiek może się jedynie smucić z powodu niesamowitej zdolności tego kraju do niszczenia natury. Niegdyś usłyszałem od pewnego mądrego Europejczyka, że w dwudziestym wieku mieszkańcy Orientu są ciągle smutni ponieważ każdego dnia niszczona jest jakaś piękna pozostałość ich tradycyjnej bądź sakralnej sztuki. Zachód zniszczył praktycznie wszystko co mógł w tej dziedzinie i czyni to do dzisiaj, szczególnie Ameryka. Kiedy jestem w Ameryce, codziennie budzę się ze świadomością że prawdopodobnie właśnie buldożery usunęły cały las aby osiągnąć cel zawarty w tym jednym magicznym słówku: postęp. Ta destrukcja możliwa jest dlatego, że przez czterdzieści tysięcy lat tereny te zamieszkiwały ludy, dla których natura była ich katedrą i domem kultu i dlatego chronili ją aby teraz współczesny Amerykanin miał okazję ją zniszczyć.

Parki narodowe Stanów Zjednoczonych były niegdyś centrami tych starożytnych cywilizacji, które zachowywały je w tak dobrym stanie przez dziesiątki tysięcy lat tylko po to by można było uczynić z nich miejsca wycieczek dla turystów. Dziedzictwo pozostawili nam ponieważ byli w stanie żyć jako kustosze ziemi. Właśnie tą rolę kustosza spaczył nasz nawyk wyjmowania sacrum z kontekstu natury i uzurpacja tegoż kontekstu, jak czynimy to w wielu formach nowoczesnej technologii mających zgubny wpływ na środowisko naturalne. W tym świetle ciekawy staje się wzrost zainteresowania szamanizmem w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych. Święte rytuały i praktyki amerykańskich Indian wyjęte zostają ze swojego prawdziwego szamańskiego kontekstu i zostają skomercjalizowane w formie „weekendowego szamana”. W każdej księgarni znajdziemy książki na temat „duchowości ziemi”, opartej w znacznym stopniu na wierzeniach Indian. Praktyce tej sprzeciwia się większość rdzennych Amerykanów, którzy czują że przyczynia się to do wciąż postępującego wyniszczania rdzennej ludności – Indianie Navajo są dziś traktowani prawie w taki sam sposób jak sto lat temu. Mimo iż bardzo ważnym jest dla wyznawców innych religii zrozumienie idei świętości ziemi, zrozumienia tego nie osiągniemy poprzez wyjęte ze swego autentycznego kontekstu idee szamanistyczne. Może jednak zostać osiągnięte na drodze polepszania relacji i dialogu ponad religijnymi barierami.

Drugą kategorię religijnej perspektywy natury prezentują religie dalekowschodnie. Mam na myśli głównie Konfucjanizm i Taoizm, dwie wielkie tradycje chińskie, rozlewające się także na Koreę i Południową Azję, a także do pewnego stopnia wpływające na religię Japonii – Szintoizm. Te dwie tradycje oparte są na światopoglądzie, według którego prawa natury i prawa ludzkiej egzystencji są w zasadzie takie same. Wbrew pozorom, pogląd ten jest wspólny niemalże wszystkim innym tradycyjnym sposobom religijnego postrzegania natury.  Tao natury i Tao człowieka są takie same, podobnie jest w przypadku Konfucjanizmu. Chińskie słowo „li” odnosi się zarówno do natury jak i człowieka a bycie naturalnym oznacza prawe i cnotliwe życie. W tych religiach, naturalność i moralność idą ręka w rękę. Religie te różnią się jednak od innych religii, także od części pierwotnych tym, że nie wypowiadają się na temat początków natury; idea genezy wszechświata ma dla nich małe znaczenie. Konfucjanizm milczy na temat stworzenia świata, w przeciwieństwie do mitów afrykańskich, mitów Indian czy Hindusów, nie mówiąc już o religiach abrahamowych. Tradycje dalekowschodnie przyjmują po prostu świat natury jako istniejącą już rzeczywistość a idea stworzenia, będąca tak istotną kategorią teologiczną dla Chrześcijan, Muzułmanów, Żydów, Zoroastrian i niektórych Hindusów, nie występuje w ich myśli. Występuje w niej jednak idea niezmiennego kosmicznego boskiego prawa, które przenika cały wszechświat i któremu musimy się podporządkować a dzięki podporządkowaniu się mu człowiek zyskuje szczęście. Nie istnieje właściwie żaden rozdział pomiędzy człowiekiem a światem natury. Zarówno Taoizm jak i Konfucjanizm mówią o symbiozie między nimi, w świetle której nie do pomyślenia staje się pomysł dominacji człowieka nad naturą, pomijając aspekt dominowania nad własnymi namiętnościami i niższą jaźnią.

Trzecia kategoria pochodzi z szerokiego świata Indii, który wytworzył przede wszystkim filozofie, które nie bardzo interesują się kosmosem i światem natury, takie jak szkoły buddyjskie i oczywiście wielka metafizyczna szkoła Sankary, nie-dualistycznej Wedanty. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej nawet szkole Sankary, istnieje w niej idea świata maya, oznaczającego kosmos, nie tylko w sensie iluzji lecz także rzeczywistości mającej boski początek. Co więcej, istnieje wiele innych szkół Hinduizmu a nawet Buddyzmu, które szeroko zajmują się światem natury, czyniąc to w sposób odmienny od religii abrahamowych czy pierwotnych a także od Konfucjanizmu. W istocie można by rzec, iż Indie zachowały muzeum różnych religijnych perspektyw rozciągających się od spojrzenia nie-dualistycznego aż do filozofii Samkhyi. Od czasu uzyskania niepodległości Indie odwróciły się plecami do nauk człowieka, któremu zawdzięczają owa niepodległość – Mahatmy Gandhiego, a mianowicie jego doktryny Ahimsy oraz sprzeciwu wobec industrializacji Indii. Prawie wszyscy mówili o Gandhim prowadząc jednocześnie politykę zupełnie sprzeczną z jego naukami i czyniąc to w imię polepszenia standardu życia indyjskiej ludności. To czym się udało pozostaje kwestią, której nie będziemy tu poruszać. Chodzi jednak o to by zwrócić uwagę na to, że nawet w Indiach, gdzie Hinduizm wciąż zachowuje pogląd świętości natury, niszczone jest środowisko. Istnieją oczywiście próby sprzeciwu, chociażby odwoływanie się do Dżainizmu, który jest bardzo ciekawym i radykalnym przypadkiem i który musi być rozważany obok Buddyzmu i Hinduizmu. Wedle jego wierzeń, nie powinniśmy nawet chronić natury. Powinniśmy po prostu pozostawić ją samej sobie.

Dochodzimy wreszcie do świata abrahamowego, do religii wyznawanych prawdopodobnie przez największa liczbę osób na tej sali. W świecie Judaizmu, Chrześcijaństwa i Islamu także istnieje różnorodność perspektyw. Nie ma jednego żydowskiego czy islamskiego poglądu na naturę. W ramach mojej tradycji, jaką jest Islam, opinie rozciągają się od Aszarytów według których natura w ogóle nie istniała – to co wydaje się naturą jest według nich rezultatem Boskiej Woli, nie istnieje w niej żadne prawo i nic tak naprawdę nie posiada własnej natury – aż do niektórych Sufich wypowiadających się o naturze jako teofanii pełniącej istotną funkcję w Boskiej ekonomii. Podobną sytuację, obserwujemy także w różnorodnych szkołach chrześcijańskich, z których jednak wiele nie zostało dopuszczonych do głosu, o czym powiem za chwilę.

Trzy religie abrahamowe przedstawiają historyczne oraz teologiczne poglądy w kwestii natury, które charakteryzują się wieloma podobieństwami. Przede wszystkim, natura nie jest dla nich ostateczną rzeczywistością – sama jest stworzona. Rządzą nią prawa nadane przez Boga, które dotyczą także nas. Warto zauważyć interesujący fakt, iż w okresie przed-nowoczesnym członkowie rodziny abrahamowej doskonale rozumieliby się ze sobą, jak również zgodziliby się z Taoistami i Konfucjanistami, iż prawa dotyczące oraz prawa zarządzające naturą są ze sobą ściśle powiązane a nie rozdzielone. W języku arabskim słowo Szariah, Boskie Prawo, używane jest nie tylko w odniesieniu do ludzi; nawet pszczoły mają Szariah. W tym kontekście interesujące jest arabskie słowo namus, oznaczające prawo, pochodzące pierwotnie od greckiego nomos, ponieważ od czasu jego zarabizowania zrównane zostało z koranicznym terminem al-Szariah. Używa się go nie tylko w odniesieniu do praw przyniesionych przez różnych proroków, lecz także praw natury. Również w Chrześcijaństwie koncepcja prawa naturalnego rozwinięta w średniowieczu przez Tomasza z Akwinu i innych katolickich teologów wiąże prawa ludzkie z prawem natury.

Istnieje więc wiele podobieństw jak również różnic, np. w kwestii początku stworzenia czy Woli Boga zarządzającej wszechświatem, pomiędzy religiami takimi jak Taoizm czy pewne szkoły Hinduizmu i Konfucjanizmu a tradycjami teistycznymi. Istnieje także kwestia ubóstwiania natury przeciwstawiana jej uświęcaniu. Wielu współczesnych Muzułmanów nie rozumie, że Islam nie występuje przeciwko uświęcaniu natury ale przeciwko jej ubóstwianiu, a pod względem teologicznym jest to zasadnicza różnica. Wszystkich tych różnic nie można oczywiście pomijać przy porównawczym badaniu religijnego spojrzenia na naturę.

Odkładając na bok wszelkie nowoczesne interpretacje, widzimy iż w niezsekularyzowanym jeszcze świecie religijnym natura wyrasta z tego samego źródła co my. Więź z nią nie jest więc tylko fizyczna ale także metafizyczna i odnosi się również do innych poziomów rzeczywistości. Jest to bardzo ważna zasada. Nasza relacja z naturą koresponduje z każdym poziomem naszego istnienia – psychologicznym, intelektualnym, duchowym, itd. Tę właśnie prawdę wyrażał język makro-mikrokosmicznych zależności jaki dominował na zachodzie przez wiele stuleci.

Następnie mamy kwestię tego co nazywamy prawem moralnym oraz niemożności oderwania go od praw natury. Ten zasadniczy pogląd zakorzeniony jest głęboko nawet we współczesnym świecie, w którym wiele osób przestało weń wierzyć i oczywiście wciąż pozostaje żywy wszędzie tam gdzie religia zachowuje silną pozycję. Interesujące były reakcje na dwa trzęsienia ziemi jakie miały miejsce mniej więcej w tym samym czasie dwa lata temu; jedno w Los Angeles a drugie w Kairze. Nawet w Los Angeles, gdzie prawie nikt nie podtrzymuje poglądu, iż trzęsienie ziemi może mieć związek z tym jak żyją ludzie, szereg osób udał się do kościołów aby modlić się do Boga o ochronę i odpuszczenie grzechów. Pogląd ten przetrwał więc nawet w takim miejscu, choć oczywiście niegdyś był on niemalże powszechny. W istocie w wioskach we Włoszech czy Sycylii do dzisiejszego dnia ludzie na każdy wstrząs reagują odmawianiem początku Księgi Jana po łacinie. Ci ludzie nie osiągnęli jeszcze stanu tych z Los Angeles, natomiast reszta Europy stoi gdzieś pośrodku. Natomiast w przypadku Kairu, niemal cała populacja, zarówno Muzułmanie jak i Chrześcijanie, zaczęła się modlić a dźwięk azanu (wezwania do modlitwy) rozległ się w całym mieście zaraz po wstrząsie sejsmicznym. Tak czy inaczej, idea iż prawa rządzące światem natury powiązane są z prawami ludzkiej społeczności jest jednym z uniwersalnych elementów wszystkich religii, wyrażanym w wielu różnych językach. Dharma, rta, szariah, namus – wszystko to są kluczowe terminy wyrażające tę więź. Również w językach afrykańskich istnieją terminy używane jednocześnie w odniesieniu do obydwu praw, co przypomina nam iż słowo „prawo” w rozumieniu tradycyjnej ludności oznacza prawo moralne, którym powinniśmy się kierować jak i prawo rządzące światem naturalnym.

Kolejnym istotnym punktem wspólnym jest to, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za naturę i jest to odpowiedzialność religijna, niezależnie od tego jak zdefiniujemy słowo „religijna”. Ostatecznie jest to nasza odpowiedzialność nie tylko jako ziemskich istot, lecz także w sensie eschatologicznym. Niektóre religie nie maja takiego samego eschatologicznego spojrzenia jak inne. Szintoizm na przykład milczy na temat eschatologii, Buddyzm wprost przeciwnie. W ostatnich latach rozwija się, zwłaszcza w katolicyzmie, rodzaj teologii środowiska opartej na eschatologicznym udziale natury i człowieka. W taki czy inny sposób natura odgrywa jakąś rolę w naszym ostatecznym przeznaczeniu i ludzie religijni nie mogą jej po prostu niszczyć.

Kolejną istotna sprawą, na którą chciałbym zwrócić uwagę jest fakt, iż spośród wszystkich religii świata, tylko jedna oddała kosmos całkowicie niereligijnemu sposobowi spojrzenia; a mianowicie Zachodnie Chrześcijaństwo, nie Prawosławne czy Abisyńskie Chrześcijaństwo, ale Chrześcijaństwo Zachodnie – najpierw Katolicyzm a później Protestantyzm, który stał się „akosmiczny” zaraz po Lutrze. Przez szereg wieków Zachodnie Chrześcijaństwo nie interesowało się tym jaki powinno posiadać pogląd w kwestii natury. Nie tylko akceptowało a nawet sankcjonowało istnienie nauki o naturze w której spojrzenie religijne nie miało racji bytu, ale nawet dumne było z tego, że taka nauka rozwinęła się w jego łonie. Takie podejście miało swe głębokie konsekwencje dla relacji pomiędzy religiami, o którym muszę wspomnieć mimo iż jest to bardzo delikatny temat. Nie chciałbym być niegrzeczny ale przede wszystkim chciałbym być szczery. Od dziewiętnastego wieku obserwujemy w całym świecie nie-zachodnim zakrojone na szeroką skalę chrześcijańskie działania misjonarskie. Takie działania nie są oczywiście niczym nowym w historii, można przywołać chociażby buddyjskie misje w Chinach. Muzułmanie nigdy nie byli misjonarzami w zachodnim rozumieniu tego słowa, chociaż istnieje pojęcie dawah, które zaniosło Islam do tak odległych lądów jak Wybrzeże Kości Słoniowej czy Indonezja. Jednakże od ubiegłego wieku chrześcijańska działalność misyjna przestała dotyczyć jedynie nauczania Ewangelii oraz chrześcijańskiej dobroczynności, a zajęła się również krzewieniem nowoczesnej medycyny i technologii. Chrześcijańscy misjonarze zaczęli na przykład ukazywać nowoczesne sposoby hodowli bydła czy zwiększania wydajności uprawy ryżu przy użyciu środków chemicznych. W miejsce duchowego przesłania Chrystusa zaczęli głosić raczej dostosowanie się do świeckiego porządku i dóbr tego świata. Konsekwencje takiego mariażu dla środowiska, szczególnie w Afryce i Azji, są ogromne z następujących powodów: Szereg Azjatów przyjął w ostatnich dekadach Chrześcijaństwo. Jeżeli zapytać ich dlaczego nie odpowiedzą, że chcieli zbliżyć się do św. Franciszka z Asyżu czy ubóstwa Chrystusa. Powiedzą, że pomaga im posiadanie religii, która jednocześnie pozwala im odnaleźć się w konsumenckim społeczeństwie łatwiej niż do tej pory. W rzeczywistości przyjmują oni ekologicznie destrukcyjny styl życia, któremu z religijnej perspektywy można się jedynie sprzeciwić. Tylko religia tworzy dyscyplinę potrzebną do położenia kresu konsumeryzmowi pomniejszającemu wagę naszego życia i niszczącemu nasz świat. Żadna inna siła nie jest w stanie kontrolować namiętności duszy. Tylko Duch jest w stanie to uczynić. Żadna narzucona z zewnątrz inżynieria społeczna nie może podołać temu zadaniu, czemu świadczy historia marksistowskiej Rosji ze wszystkimi przerażającymi konsekwencjami zarówno ekologicznymi jak i społecznymi.

Ten właśnie sposób rozumienia Chrześcijaństwa odgrywa ważną rolę w świecie nie-zachodnim: rozumienie Chrześcijaństwa nie jako wielkiej tradycji dzielącej wraz z Islamem, Judaizmem i innymi wielkimi religiami troskę o środowisko co w dzisiejszych czasach wiele osób stara się odnowić, ale jako religii zdolnej do efektywnego stworzenia nowoczesnej nauki i technologii opartej na władzy nad naturą. Obserwujemy więc paradoks polegający na tym, że teolodzy w Ameryce i do pewnego stopnia w Europie usiłują na nowo odkryć chrześcijański pogląd o świętości natury, podczas gdy inni Chrześcijanie jako misjonarze na innych kontynentach próbują zniszczyć to co jeszcze pozostało ze świętej perspektywy natury pośród wyznawców innych religii. W ostatnim czasie wydaje się wiele dobrze sprzedających się w Ameryce książek o duchowości celtyckiej. Dlaczego? Jeszcze pokolenie temu nikt się tym nie interesował. Kiedy pisałem książkę „Człowiek i natura” nie znałem galijskiego ani podobnych języków więc musiałem długo i ciężko szukać by znaleźć chociaż kilka średniowiecznych wierszy celtyckich mnichów przetłumaczonych na angielski. Teraz książki z takimi wierszami można znaleźć w każdej większej księgarni. Wszystko to jest rezultatem uświadomienia sobie ważności odświeżenia starszych chrześcijańskich poglądów o świętości natury bez czego Chrześcijaństwo utraciłoby wiele dusz. Jakże tragiczne jest to, że na drugim końcu spektrum ludzie z odpowiednimi zasobami finansowymi pochodzącymi z wydobycia ropy czy innych form współczesnej technologii próbują propagować Chrześcijaństwo nie w imię tego starszego poglądu ale w imię takiej interpretacji religii, która godzi się z konsumeryzmem, bezczeszczeniem natury i niszczeniem tego co jeszcze pozostało cenne w środowisku. Takie podejście w oczywisty sposób utrudnia jakikolwiek wspólny ton pomiędzy religiami w omawianej kwestii.

Uważam za swój obowiązek powiedzieć o tym o czym właśnie powiedziałem. Co zostanie z tym zrobione, Bóg jeden wie. Doskonale rozumiem jako Muzułmanin, że każdy Chrześcijanin ma prawo być świadkiem Chrystusa, który powiedział aby iść i nauczać narody. Ale czy powiedział aby robić to przy pomocy pieniędzy z technologii i zsekularyzowanej konsumenckiej ekonomii, które niszczą Boże stworzenie? Jest to bardzo ważna kwestia moralna, o której powinien pomyśleć każdy szczery Chrześcijanin. Innowacje techniczne w dzisiejszym świecie pochodzą z tych części świata, w których dominującą religią wciąż pozostaje Chrześcijaństwo (z jednym wyjątkiem jakim jest Japonia). W większości innych części świata religie są zazwyczaj zmuszane do akceptowania decyzji rządów lub innych agend, które chcą lub są zmuszone te technologie sprowadzać.

Z drugiej strony inne religie mogą zaproponować coś czego Chrześcijaństwo bardzo potrzebuje. Na chrześcijańskim zachodzie idea świętej nauki została zniszczona. Termin ten nie jest używany i zgodnie z dominującym paradygmatem wydaje się być paradoksem. Używałem tego terminu przez ostatnie piętnaście czy dwadzieścia lat aby zmienić tą sytuację. Uważam za sprawę zasadniczą ponowne nadanie świętości nauce i wiedzy nie tylko na najwyższym poziomie ale także świętym naukom natury, które zostały zapomniane, wypaczone albo wydalone na margines okultyzmu. Inne religie są w innej sytuacji. To co nazywam świętymi naukami jest w tych religiach ciągle żywe jako część tradycji a nie sekciarstwa czy okultyzmu w zachodnim rozumieniu. Przez świętą naukę rozumiem nie tylko metafizykę, którą można nazwać najwyższą świętą nauką, ale także przeróżne nauki kosmosu. Osoba zajmująca się tymi naukami w moim kraju, Persji, nie jest okultystą ani sekciarzem ponieważ nauki te są uważane za święte i wciąż należą do dominującego poglądu religijnego. Religie takie jak Islam, w których nauki te są żywe mogą więc zaprezentować je w kontekście, który nie jest ani demoniczny czy pogański ani też społecznie marginalny i nie wymaga od nas abyśmy stali się Druidami biegającymi po ulicach Londynu, ponieważ należy do głównego nurtu życia religijnego.

Wyzwania jakie tutaj przedstawiłem uważam za jedne z najważniejszych z jakimi będziemy musieli się skonfrontować w przyszłych stosunkach pomiędzy religiami ponieważ nie możemy zaprzeczyć następującym faktom: Po pierwsze, mamy do czynienia z ogromnym ekologicznym kryzysem. Po drugie, religijny element odgrywa w tym kryzysie poważną rolę. Po trzecie, większa część świata wciąż jest religijna, więc jeśli mułła powie ludziom w meczecie aby nie zanieczyszczali wody będzie to miało o wiele większy efekt niż opublikowanie przez rząd artykułu na ten temat w gazecie w Kairze, Damaszku czy Teheranie. Faktem jest, iż wszyscy żyjemy na tym globie w pajęczynie życia i w systemie ekologicznym, który jest obecnie zagrożony przez sposób w jaki żyjemy. Dlatego tez dialog pomiędzy religiami musi uwzględniać także ten aspekt – stosunek do Bożego stworzenia. Jeśli nie weźmiemy tej rzeczywistości pod uwagę, w miejsce jedności co do pokojowego współistnienia będziemy mieli do czynienia jedynie z negatywną jednością połączonych sił niszczących ziemię i prowadzących do naszej destrukcji.

Módlmy się i miejmy nadzieję, że pozytywna jedność poglądów i celów weźmie górę abyśmy byli w stanie ocalić to co jeszcze zostało cennego w ludzkich rękach. Lecz tak jak we wszystkich sprawach, Bóg wie najlepiej. Wa’Llahu a’lem.


--------------------------------------------------------------------------------

Wykład wygłoszony w Manchester College, Oxford w roku 1994

Nadchodzące daty

nahdzalbalagha

ShiaPoland

Al Mahdi Europe